26 styczeń to super dzień!!!
Hej! Dziś jesty 1 rocznica wzięcia Rafila do domu. :D
Kiedyś Rafi mieszkał na dworze (głównie biegał luźno po podwórku) tylko czasami wchodził do domu, najczęściej w porze objadu. :)
Ae jakieś półtora roku temu, zachorowałam na zaalenie płuc z anginą, nie mogłam wychodzić na dwór przez okopło 6-7 miesięcy, i namówiam rodziców na psa. Najpierw chciałam Marylka do domu, ale pod względem wielkosci i długościa sierści,rodzice ię nie zgodzili... :( Na początku radzice zgodzili się tyko na parę miesięcy trzymanaia Rafla w domu, ale gdy Rafil coraz bardziej się do nich przywiązywał, oni przywi azywali się do Rafila. Chociarz i tak codziennie słyszę:
Rafi!!! Nie wchodź w śmieci!!!
Raf!!! Nie z tym błotem na kanapę!!!
Wyłaź z tąd!!! Cicho bądź!!!
Itp. itd. :P
I rok temu, dokładnie 26 stycznia o godzinie około 16, Rafil został umyty, w skrzynce w piwnicy. ;) Wszedł do domu... Rozejrzał się i oczywiście od razu noga od stołu mokra, a Raf już podszed do najpiękniejszego kwatka mojej mamy. ;) O, oł... Rafi!!!! Nie!!!!
Ups... Chyba już za późno... Kwiatek został podlany przez Rafa. :D No trudno... Trzeba wytrzzec jak się chciało psa. :)
Rafil przez pierwszy miesiąc znaczył teren w domu. Na szczęście, udało mi się go tego oduczyć, dawając smaka za sisiu na dworze.
Potem już tylko zabawa i nauka sztucze. Rafil niestety jadł wtedy martketówki i kubeczki z takim jedzeniem:
-ziemniak,
-troszeczkę mięsa,
-chleb :(,
-kaszanka
-mleko.
Gdy mieszkał na dworze, jadł głównie, takie same kubeczki, które sama przyżądzałam.
Na szczęcie, po 2 miesiącach posiadania Rafila w domu, kupiłam książkę pt. Szkolenie psa, Anny Biziorek, poczytałam trochę o tym w necie i zaczęłam karmić go kaszanką, mięsem, kośćmi i kaszą. Niestety, czytałam też artykóły "fachowców" i przeczytałam tam o teorii dominacji i karach, czyli szkoleniu tradycyjnym. :(
Szkoliłam tradycyjnie do około sierpnia 2015 roku. Gdy zdarzyła się "wpadka", nos lądował w tym co pieseł zrobił, gdy kopał dziurę, wyciągałam go z pod siatki na siłę za kark, itd.
A dopiero 2-3 miesiące temu, dobrze zaczynam rozumieć psa, że należy zapobiegać kopaniu dziury, np. zajmowaniem ps aczymś innym, a nie karanie za już dany czyn.
Ale o teoriach i szkoleniu już w innym wpisie, bo zaczynam odbiegać od tematu. :)
Dzziś jest więc 1 rocznica, 1 rocznica wzięcia Rafila do domu.
Wstałam doć późno, bo Rafil strajkował i za żadne skarby nie chciał wstać z legowiska. :) Wstaliśmy więc dopiero o 7:40 a mieliśmy o 6-6:30. :)
A wczoraj zapomnieliśmy (zapomniałam) o wieczornym spacerze. :) Ale Raf nie zaliczył mokrej plamy.
Wstaliśmy, zjadłam śniadanie i chciałam ubrać adidsy i z co najmniej pół spaceru przebiec, ale zobaczyłam na kałuże i zdecydowałam się na kolosze. :D
Przeszliśmy z 100 metrów, od domu, i jak zawsze zaczął szczekac na san Łatek, największy agresor w naszej okolicy. Nagle otworzył bramę i zaczął gryść Rafila, ja próbowałam ich roździelic ale to nie pomogło. Raf na dodatek wyswobodził sie z obroży i nie mogłam go wziąść na ręce, ani schoewać go za siebie. Na szczęście przyszedł na zawołanie, szybko założyłam mu obrożę i schowałam Rafa za moje nogi. wtedy łatek odpuścił, i nawet zaczął byc uległy, nie wiem zemu, ale to pewnie dla tego, żejego właściciel bije go za wszystko i dlatego boi się ludzi.
(dokończenie) Ale... Kiedyś (w czerwcu) Łatk wybiegł z chaszczy i tak pogryzł Rafile, że musiał dostać 3 zaszczyki pod rząd, bo miał ałą zpuchniętą tylną łapę i wyrwany pazur. :(
Potem, poszliśmy do domu i umylam Rafa, nowym szamponem (szampon z wpisu "to co nasze")
bo byl caly w ślinie Latka. Wysuszylam go suszarką, i wypuścilam na podworko. Na dworze Rafil bawil się z Marylkiem, a ja jadlam śniadanie i przygotowalam się do spaceru.
Byliśmy na okolo 8 kiometrowym spacerze, w lasku obok mojej szkoly. Mieliśmy jeszcze iść do parku, ale skończyly mi się dorebki, a nie chcę placić 500 zl mandatu za nie sprzątanie w parku.
Gdy przyszliśmy, pokroilam tort w kosteczkę i podzielilam go na 3 części.
1 częśc byla dla Rafila, 2 dla Marylka, a 3 dla Pika, psa mojej siostry.
Raf dostawal go po kawalku, w nagrodę, tak mu smakowal, że nawel nie oderwal od niego oczu, gdy ktoś pukal do drzwi!!! :D
A Marylek zjadl go jeszcze szybciej i z chyba większym apetytem, bo aż jadl oczami pudelko z tortem. :-)
Oto przepis na tort, bardzo latwy, bo musialam sama go zrobić boo nikogo nie bylo akurat w domu. :P :
Skladniki:
-Forma do tortu, ja wzięlam pudelko od chrupek z boscha, w ksztalcie kości.
-Żelatyna.
-Mięso, najlepiej tcchawice albo chrząstki.
-Kielbaska
-Zblendowana marchewka z jablkiem
-Troszeczke mleka lub śmietany.
opcjonalnie:
-wcześniej zblendowane suszone jablko
- wcześniej zblendowana susona marchew
-wywar mięsny (zamiast wody)
Przygotowanie:
Gotujemy szklankę wody, gdy woda się gotuje, prelewamy ją do kubka i dosypujemy do niej żelatynę, 2-5 lyżeczki.
Następnie, wlewamy rozpuszczoną żelatynę do formy do naszego tortu i dosypujemy do niej tchawice lub chrząstki.
Przygootowujemy drugą żelaynę.
Gdy ta warstwa sięściągnie, kladziemy na nią plasterki kielbaski i lekko zalewamy wodą z żelatyną.
Gdy to się ściągnie, możemy jeszcze raz zrobić szklankę rozpuszczonej żelatyny, wylać ją ta "tort" dodać zblendowaną marchew z jablkiem, wymieszać, dodać troszeszkę mleka lub śmietany i zostawić do wystygnięcia.
Gdy wszystko się ściągnie, nasz tort jesy gootwy do jedzenia!!!
Tak wygląda efekt końcowy. :)
-ziemniak,
-troszeczkę mięsa,
-chleb :(,
-kaszanka
-mleko.
Gdy mieszkał na dworze, jadł głównie, takie same kubeczki, które sama przyżądzałam.
Na szczęcie, po 2 miesiącach posiadania Rafila w domu, kupiłam książkę pt. Szkolenie psa, Anny Biziorek, poczytałam trochę o tym w necie i zaczęłam karmić go kaszanką, mięsem, kośćmi i kaszą. Niestety, czytałam też artykóły "fachowców" i przeczytałam tam o teorii dominacji i karach, czyli szkoleniu tradycyjnym. :(
Szkoliłam tradycyjnie do około sierpnia 2015 roku. Gdy zdarzyła się "wpadka", nos lądował w tym co pieseł zrobił, gdy kopał dziurę, wyciągałam go z pod siatki na siłę za kark, itd.
A dopiero 2-3 miesiące temu, dobrze zaczynam rozumieć psa, że należy zapobiegać kopaniu dziury, np. zajmowaniem ps aczymś innym, a nie karanie za już dany czyn.
Ale o teoriach i szkoleniu już w innym wpisie, bo zaczynam odbiegać od tematu. :)
Dzziś jest więc 1 rocznica, 1 rocznica wzięcia Rafila do domu.
Wstałam doć późno, bo Rafil strajkował i za żadne skarby nie chciał wstać z legowiska. :) Wstaliśmy więc dopiero o 7:40 a mieliśmy o 6-6:30. :)
A wczoraj zapomnieliśmy (zapomniałam) o wieczornym spacerze. :) Ale Raf nie zaliczył mokrej plamy.
Wstaliśmy, zjadłam śniadanie i chciałam ubrać adidsy i z co najmniej pół spaceru przebiec, ale zobaczyłam na kałuże i zdecydowałam się na kolosze. :D
Przeszliśmy z 100 metrów, od domu, i jak zawsze zaczął szczekac na san Łatek, największy agresor w naszej okolicy. Nagle otworzył bramę i zaczął gryść Rafila, ja próbowałam ich roździelic ale to nie pomogło. Raf na dodatek wyswobodził sie z obroży i nie mogłam go wziąść na ręce, ani schoewać go za siebie. Na szczęście przyszedł na zawołanie, szybko założyłam mu obrożę i schowałam Rafa za moje nogi. wtedy łatek odpuścił, i nawet zaczął byc uległy, nie wiem zemu, ale to pewnie dla tego, żejego właściciel bije go za wszystko i dlatego boi się ludzi.
(dokończenie) Ale... Kiedyś (w czerwcu) Łatk wybiegł z chaszczy i tak pogryzł Rafile, że musiał dostać 3 zaszczyki pod rząd, bo miał ałą zpuchniętą tylną łapę i wyrwany pazur. :(
Potem, poszliśmy do domu i umylam Rafa, nowym szamponem (szampon z wpisu "to co nasze")
bo byl caly w ślinie Latka. Wysuszylam go suszarką, i wypuścilam na podworko. Na dworze Rafil bawil się z Marylkiem, a ja jadlam śniadanie i przygotowalam się do spaceru.
Byliśmy na okolo 8 kiometrowym spacerze, w lasku obok mojej szkoly. Mieliśmy jeszcze iść do parku, ale skończyly mi się dorebki, a nie chcę placić 500 zl mandatu za nie sprzątanie w parku.
Gdy przyszliśmy, pokroilam tort w kosteczkę i podzielilam go na 3 części.
1 częśc byla dla Rafila, 2 dla Marylka, a 3 dla Pika, psa mojej siostry.
Raf dostawal go po kawalku, w nagrodę, tak mu smakowal, że nawel nie oderwal od niego oczu, gdy ktoś pukal do drzwi!!! :D
A Marylek zjadl go jeszcze szybciej i z chyba większym apetytem, bo aż jadl oczami pudelko z tortem. :-)
Oto przepis na tort, bardzo latwy, bo musialam sama go zrobić boo nikogo nie bylo akurat w domu. :P :
Skladniki:
-Forma do tortu, ja wzięlam pudelko od chrupek z boscha, w ksztalcie kości.
-Żelatyna.
-Mięso, najlepiej tcchawice albo chrząstki.
-Kielbaska
-Zblendowana marchewka z jablkiem
-Troszeczke mleka lub śmietany.
opcjonalnie:
-wcześniej zblendowane suszone jablko
- wcześniej zblendowana susona marchew
-wywar mięsny (zamiast wody)
Przygotowanie:
Gotujemy szklankę wody, gdy woda się gotuje, prelewamy ją do kubka i dosypujemy do niej żelatynę, 2-5 lyżeczki.
Następnie, wlewamy rozpuszczoną żelatynę do formy do naszego tortu i dosypujemy do niej tchawice lub chrząstki.
Przygootowujemy drugą żelaynę.
Gdy ta warstwa sięściągnie, kladziemy na nią plasterki kielbaski i lekko zalewamy wodą z żelatyną.
Gdy to się ściągnie, możemy jeszcze raz zrobić szklankę rozpuszczonej żelatyny, wylać ją ta "tort" dodać zblendowaną marchew z jablkiem, wymieszać, dodać troszeszkę mleka lub śmietany i zostawić do wystygnięcia.
Gdy wszystko się ściągnie, nasz tort jesy gootwy do jedzenia!!!
Tak wygląda efekt końcowy. :)
I babeczki, z takich samych składników. :)
Jutro zaniosę jeszczę ostatnią część tortu Pikowi. :)
Teraz Rafil wlaśnie zjada ostatnie kawalki tortu. ;)
Na racznicy bawiliśmy się jeszcze na torze agility Rafil, nauczyl się przeskakiwac przez kolo pod katem z rozbiegu i nauczyl się prynosić laczki. :)
Potem trenowaliśmy frisbee i doskonaliliśmy lapanie rollerow, potem aportowanie i zabawy typu, "ence-pence w ktorej ręce?".
Teraz leżymy pod grzejniczkiem, niemal, że doszczędnie wykończeni, bo musialam jeszcze gotowac dziś zarelko dla piesow.
To chyba tyle, Pozdrowionka!!! R&M&A
Teraz Rafil wlaśnie zjada ostatnie kawalki tortu. ;)
Na racznicy bawiliśmy się jeszcze na torze agility Rafil, nauczyl się przeskakiwac przez kolo pod katem z rozbiegu i nauczyl się prynosić laczki. :)
Potem trenowaliśmy frisbee i doskonaliliśmy lapanie rollerow, potem aportowanie i zabawy typu, "ence-pence w ktorej ręce?".
Teraz leżymy pod grzejniczkiem, niemal, że doszczędnie wykończeni, bo musialam jeszcze gotowac dziś zarelko dla piesow.
To chyba tyle, Pozdrowionka!!! R&M&A
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz